środa, 4 marca 2015

prawda i wybaczenie


czarodziejka siedziała wygodnie w fotelu pozawijana w koce i otulona poduchami. 
Zapieckowy dbał o nią zdaje się nieco przesadnie ale....... wybaczała mu to i chętnie dawała się rozpieszczać. w końcu po to był jej potrzebny mężczyzna w domu. żeby rozpieszczał. przytulał. ogrzewał. był. nawet najsilniejsza kobieta tego potrzebuje. bycia kochaną. bo kochać samego siebie to czasem za mało. tak sobie myślała czarodziejka drapiąc za uchem czarno-białą kotkę przyniesioną z działek przez Zapieckowego.
"skłębuszkowała się" popatrzył Zapieckowy czule na dziewczynę w fotelu "znaczy..... dobrze jest". powędrował otworzyć zielone drzwi gdyż właśnie ktoś zamierzał do nich zapukać. "koci instynkt zawsze się przydaje. mru." i otworzył drzwi za którymi do pukania przymierzała się MagicznaLalkarka.
- cześć Kocie. ja do lalki. - przywitała się nieco tylko zdziwiona że otwarto jej zanim zapukała. w końcu to magiczny dom magicznych stworzeń a i sama była magiczna.
- a o tam siedzą. znaczy tego...... lalka leży. jakby..... rozpadła się. - poinformował Kot uprzejmie usunąwszy się z drogi.
MagicznaLalkarka usiadła na zielonej kanapie obok poukładanych tam troskliwie członków lalki.
- no tak..... za dużo emocji. negatywnych emocji..... każdy by się rozpadł nie tylko krucha lalka - mruczała niby do siebie niby do czarodziejki.
- naprawisz?? - zapytała czarodziejka znad szydełkowej robótki.
- naprawię. choć to wymaga nieco czasu. i serca.
- no ty akurat masz co potrzeba - uśmiechnęła się czarodziejka.
- mam i opowieść adekwatną dla ciebie - MagicznaLalkarka zaczęła wyciągać z plecaka przybory potrzebne do naprawy lalki gdy rozległo się pukanie do drzwi. tym razem ktoś zdążył przed Kotem.
- sory. byłem w kuchni - krzyczał Kot sunąc do drzwi i ocierając z twarzy ślady bigosu.
"wyżerał" uśmiechnęła się do swoich myśli czarodziejka. lubiła to jego gotowanie i podjadanie i śpiewy w kuchni (na melodię "jingle bells" komentarze dnia) i w ogóle lubiła......
za drzwiami stał mężczyzna.
- pan do kota?? - zapytał Zapieckowy.
- PO kota. - odparł przybyły zdecydowanie.
- nie nie nie nie. czy DO czy PO to zdecyduje kot i czarodziejka. to co?? wchodzisz gościu?? - dość obcesowo zachęcił Zapieckowy nowego gościa do wejścia.
czarodziejka czując wahanie gościa wskazała mu kanapę a MagicznaLalkarka przysunęła do siebie części lalki by nieznajomy mógł usiąść.
- szukałem cię tak długo........ - wyciągnął rękę do kotki. - przecież cię kocham...... martwiłem się.....
- chwila chwila szanowny. - wtrącił się Zapieckowy - prawdziwy mężczyzna MĘŻCZYZNA nie facecik powiadam!! - zagrzmiał aż czarodziejka i kotka skuliły się w fotelu - przepraszam was. - i pogłaskał obie. jakoś tak. jednocześnie. - otóż - zwrócił się do gościa - prawdziwy mężczyzna tak nie robi. nie zostawia się ot tak kobiety bo coś tam. bo się skończyło. tobie się skończyło a jej?? pytałeś ją jak się z tym czuje?? słuchałeś gdy mówiła że cię kocha?? gdy prosiła żebyś wrócił?? dał wam szansę??  bo tobie źle?? a jej??!! I TERAZ MÓWISZ ŻE JĄ KOCHASZ??!!??!! jak kurrwa kochasz??!!
- bardzo mi przykro..... wstyd.... żałuję..... - dukał wystraszony gość. Zapieckowy i jako kot i jako mężczyzna był naprawdę duży. wściekły robił się jeszcze większy. srebrne zimne oczy miotały gromy a głos grzmiał w całym domku. aż się szklana góra trzęsła.
- Kocie..... - szepnęła czarodziejka czując że wie już co pomoże tej parze - czy możesz nam przynieść coś do jedzenia?? i kawa zdaje się "wyparowała" z dzbanka.
mrucząc bardzo brzydkie wyrazy KotZapieckowy poszedł do kuchni. MagicznaLalkarka sączyła resztkę kawy z filiżanki.
- mocne wejście - podsumowała występ Kota.
- raczej wyjście - sapnęła czarodziejka gdy huk ogłosił zamknięcie drzwi kuchennych za Zapieckowym.
- wiem co wam pomoże - zwróciła się do gościa wciśniętego w kanapę. - radykalne wybaczenie.
- ja..... ja wybaczyłem.... jej..... nie chciałem do tego doprowadzić..... nie chciałem żeby tak się stało..... nie byłem sobą.......... zrobię wszystko....... strasznie mi przykro..... wstyd że ją do tego doprowadziłem.... mam.... mam.... mam TO. - z kieszeni kurtki wyjął obrączkę pasującą do tej którą sam nosił na serdecznym palcu i wysunął w kierunku kocie łapki. - za te co pogubiliśmy.....
- nie. - przerwała mu czarodziejka wpatrzona srebrnymi oczami w jego ego serce i Duszę - nie usprawiedliwiasz. WYBACZASZ. i nie jej. ona tobie zresztą dawno wybaczyła. nie na darmo zamieniła się w kota. koty są mądre a ona tę kocią mądrość w sobie miała. wiedzę przedwieczną. wybaczyła tobie dawno. siłą wiedzy mądrości miłości.
teraz musisz wybaczyć SOBIE. sobie samemu. bez tego nie zbudujesz w swoim życiu NIC. ani sam ani z nią ani z nikim innym. nigdy. rozumiesz?? - zapytała.
- chyba..... chyba tak.... chyba rozumiem.... - szeptał gość wpatrzony w bladą twarz i pałające oczy.
- więc dopóki nie będziesz absolutnie pewien że rozumiesz i wiesz co zrobić będziesz kotem!! - i ledwie dostrzegalnym ruchem dłoni rzuciła czar zmieniający.
- miauk - nowy czarny kot siedział zdziwiony na kanapie obok MagicznejLalkarki.
- no paczaj jaki ty ładny ty..... - ta pomiziała go za uchem.
czarno-biała EverythingSweet podeszła do kocura i liznęła go delikatnie w policzek. kocurek przytulił się do jej mordki i tak sobie siedziały coś cicho szepcząc po kociemu.
- SPIEPRZAJDZIADU!! - dobiegło z kuchni potężne zaklęcie i świst ścierki.
- Babcia. - wyjaśniła MagicznejLalkarce czarodziejka. - Babcia gotuje bigos a Zapieckowy próbuje..... ciekawe ile ZOSTAŁO - zachichotała czarodziejka wracając do szydełkowania niemowlęcej czapeczki i włączając "żeby coś grało".

fot:Magda


nic lepiej nie opowiada o miłości zazdrości odejściu powrocie wybaczeniu.... nic.
https://www.youtube.com/watch?v=tKLIPxNULBg










w rolę "zamienionego-w-kota" wcieliła się Kitka która poleca się nieśmiało do adopcji u Magdy. 
Ci którzy Czytacie czyli PT Czytelnicy - zaglądajcie tam proszę.
https://kotyumagdy.wordpress.com/category/koty-do-adopcji/

wtorek, 3 marca 2015

i tyle kocich nieszczęść.......

- nałazłe kofa - wymamrotał ogromny czarny kocur wchodząc z kotem w pysku do saloniku czarodziejki i przybierając ludzką postać. plując kłaczkami posadził nowy przybytek na stoliku przed czarodziejką.
- to nie jest zwykły kot Kocie - powiedziała dziewczyna odkładając szydełkową robótkę. - przemiana magiczna celowana.
- aha. miała trafić do kociej czarodziejki?? - zapytał KotZapieckowy w ludzkiej postaci dotykając swego ludzkiego lekko zarośniętego policzka. widniał tam krwisty ślad kociego pazura. - drapnęła mnie zgaga.....
- wystraszona jest mocno. chyba nie bardzo wie co się stało. zupełnie jak ty przed laty. chodź podleczę. - i wyciągnęła dłoń w kierunku twarzy mężczyzny. ten ufnie wtulił policzek i czuł jak rana zabliźnia się błyskawicznie lekko piekąc. uwielbiał magiczny dotyk czarodziejki...... zamknął oczy i poddawał się kuracji.
- ej..... dość..... - szepnęła czarodziejka.
- nigdy nie mam dość...... - niechętnie zabrał twarz z jej dłoni. ucałował w podziękowaniu.
a czarno-biały kotek siedziała grzecznie na stole mrugając okrągłymi oczkami.
- gdzie ją znalazłeś??
- a tam. na działkach. poszedłem sprawdzać czy przebiśniegi kwitną. i trafiłem na tę małą zmarzniętą zabeczaną piekielnicę. napalę w kominku bo jednak wieczory są zimne. a ty sobie z nią pogadaj. - i poszedł po drwa. tym razem normalne. drewniane. bez czarnomagicznych domieszek.

- hm..... chcesz kawy?? - zagadnęła czarodziejką kotkę.
- nnnnnie...... nie wiem czy mogę..... nie wiem czy dobrze trafiłam..... chciałam do czarodziejki co pomaga..... złamanym sercom...... i....... - rozpłakała się kotka.
- trafiłaś bardzo dobrze. Zapieckowy cię znalazł i przyniósł.
- ..........i jestem kotem?? - kotka przyglądała się sobie w szklanym blacie stolika.
- jesteś. jesteś bardzo ładnym troszkę zaniedbanym kotem. nie porównałaś czasem swojej sytuacji życiowej do jakiegoś kociego życia?? - spytała czarodziejka dobrze wiedząc że tak było.
- taaak...... pomyślałam że on...... on potraktował mnie jak działkowego kota!! - znowu kicia zaniosła się łkaniem.
- może jednak napij się kawy i opowiedz mi swoją historię. jeśli mam ci pomóc. Zapieckowy parzy magiczną kawę. koi nerwy. otwiera serca i umysły. - czarodziejka podsunęła szeroką białą filiżankę pod śliczny koci pyszczek.
kotka zaczęła chłeptać kawę i opowiadać.
- byłam kobietą. szczęśliwą. kochaną. miałam moją wymarzoną pełnię której tak długo szukałam: kochałam i byłam kochana. kilka lat powoli budowaliśmy nasze szczęście. nasz dom. szukaliśmy naszego miejsca w świecie. rzucało nas to tu to tam..... i było nam obojętne dokąd rzuci nas Los bo oboje uważaliśmy że najważniejsze że jesteśmy razem. i że razem poradzimy sobie ze wszystkim. - kotka pomlaskała jęzorkiem w kawie - dobra ta kawa.....
- przeszliśmy razem tak wiele. - kontynuowała swoją opowieść - ostatni rok był straszny.... dotknęło nas mnóstwo nieszczęść. bieda. bezdomność. zawiedzione zaufanie. a jednak przeszliśmy to wszystko. znaleźliśmy pracę. dom. wydawałoby się że wychodzimy na prostą. i nagle coś zaczęło się psuć.... - kotka w zamyśleniu znowu popiła kawy. - do kolejnego mieszkania przenosiliśmy się już skłóceni. nie potrafiąc się porozumieć. nawet nie wiedząc tak naprawdę o co się kłócimy. padały potężne słowa. wyzwiska. żadne z nas tego nie chciało a jednak to się działo......
- znowu urok czuję.... jakaś passa urokowa cholerra nadała.... - mruknęła czarodziejka.
- tak mi się wydawało. że to nie nasze. nie z nas wynika..... - miauknęła kotka - jednak stało się. on postanowił że nie będziemy już razem. ale nie wyprowadził się z naszego mieszkania. tylko przestał ze mną sypiać. przestał w naszym mieszkaniu sypiać. powiedział że jestem dorosła i dam sobie radę w życiu. że ludzie dorośli muszą sobie umieć poradzić. i on idzie teraz budować swoje nowe lepsze życie sam. beze mnie. bo się skończyło i "czasem tak bywa". jednak nigdy nie powiedział mi że mnie nie kocha..... i czasem przychodził. przyniósł mi coś do jedzenia. zrobił coś do picia. przyniósł kawę..... - pochłeptała.
- zachorowałam. nie było go gdy 2 dni leżałam z gorączką. zaczynało się zapalenie płuc. zmuszałam się żeby wstać. zrobić sobie herbatę. wziąć leki. gdy przyszedł było mu chyba głupio że mnie tak zostawił. ale nie powiedział nic. zniknął a gdy przyszedł przyniósł mi wkład do łóżka i skręcił łóżko. żebym nie chorowała na materacu na podłodze. wydawało mi się że chciał mnie znowu przytulić..... - łyk kawy zniknął w kocim pyszczku.
- dałam mu jedzenie. smsami rozmawialiśmy jak to ma przyrządzić. przypomniało mi się jak na samym początku.... gdy tak bardzo mnie kochał..... w podobny sposób robiliśmy razem placki ziemniaczane. i zamawiałam dla niego pizzę........ z ogórkami....... - kocia łza skapnęła do kawy.
- trzymałam się jakoś. dbałam o siebie. ubierałam malowałam. jednak czułam się coraz gorzej. zapalenie płuc sobie poszło ale bolało mnie serce. zrozumiałam że pęka. że tej sytuacji kochania-nie-kochania bycia-nie-bycia razem nie może znieść. - zamyśliła się na chwilę. jakby to co miała powiedzieć było bardzo trudne. cała ta historia była trudna. czarodziejka wcale się nie dziwiła i słuchała uważnie.
- kolejny raz przyszedł po pięciu dniach. przyniósł jedzenie. jednak ja czułam się już bardzo źle. poprzedniego wieczoru serce mi pękło już całkiem. płakałam długo i łkałam że nie mam już sił. że dłużej nie wytrzymam. zasłabłam w łazience..... rano było jeszcze gorzej. dowiedziałam się że umarł mały koteczek który był bardzo chory bardzo kochany i wszyscy chcieli żeby wyzdrowiał. i czułam się źle i płakałam i byłam słaba i widziałam że on widział że przejmował się że może nawet chciał przytulić powiedzieć że chce wrócić i czy może.......
już miałam mu powiedzieć żeby wrócił....... że przecież go kocham........ że takie życie mi się nie podoba. nie może tak być że jestem jak ten ukochany rozpieszczony domowy kot wystawiony na działkę. bo był w domu ale się znudził może firankę zniszczył może się okocił może napsocił i wystawia się go z domu. nie na ulicę. bo szkoda. może się coś stać albo ktoś inny sobie śliczną kicię zabierze. wystawia się na działki. tam sobie koty radzą. więc i ten domowy sobie poradzi. i odwiedza się go i przynosi jedzenie i sprawdza czy żyje bo..... ma się wyrzuty sumienia. bo jeszcze się kocha jednak tego kota........ bo...... nie ma się jednak odwagi wziąć go z powrotem do domu........ a ten kot kurrwa cierpi!! i wcale nie daje sobie rady!! chce do swojego domu!! do swojej rodziny!! serce mu pęka i umiera z każdą chwilą z żalu z tęsknoty z miłości!! - wykrzyczała swój żal kotka.
- .....i poczułam że dzieje się ze mną coś dziwnego.... ocknęłam się wśród ogródków działkowych. jako kot. i przede mną stał wielki czarny kocur. wystraszyłam się i go drapnęłam.......
- a on zabrał cię do jedynej osoby która może pomóc. tak uważa. ale podobno miłość jest ślepa - zaśmiała się czarodziejka - głaszcząc miękkie futerko.
- a dasz radę pomóc?? - miauknęła kotka.
- na razie sobie tu zostań w kociej postaci. jeśli twój mężczyzna nie odszedł tak naprawdę bo cię kocha i właściwie to nie chce żyć bez ciebie - to cię znajdzie. odczaruje i zabierze. ja daję ci ciepły kąt i kocią karmę.
- ale nie śpi w łóżku!! - krzyknął od strony kominka Zapieckowy brudnym od popiołu palcem drapiąc się po długim nosie. - zresztą..... ja już tam chyba słyszałem jakieś tęskne nawoływania. zdaje się że tej wścieklicy już ktoś szuka.
- no i niech sobie poszuka. potęskni. i dobrze zrozumie co warte życie gdy nie ma go z kim dzielić. gdy zniknie ktoś komu się ufa zwierza kogo się kocha. z kim kiedyś chciało się tworzyć rodzinę i to się udawało. to ot tak samo z siebie nie znika. a praca znajomi brak czasu..... to wszystko da się ogarnąć. o wiele łatwiej gdy ma się świadomość że ukochana "kocica" czeka w domu. z ciepłym jedzeniem. w ciepłym łóżku. jest się do kogo przytulić. - mówiła czarodziejka do zasypiającej kotki.
- jest taka słodka gdy się uspokoi..... popatrz.... - zwróciła się do dużego chłopaka.
- yhy.... jak śpi. wygląda na to że mamy kolejnego kota - mruknął Zapieckowy. - jak ją nazwiesz??
- EverythingSweet - odparła bez zastanowienia czarodziejka.
- kocham cię wiesz?? - zapytał on.
- wiem. - odpowiedziała ona.
i oboje pogłaskali czarno-białe futerko małej śpiącej kotki.









zdjęcie pochodzi od moich znajomych którzy całe swoje życie poświęcili i podporządkowali pomocy kotom. i czynią to z wielkim oddaniem i miłością. na zdjęciu najprawdziwsza działkowa kotka odłowiona do sterylizacji. śliczna ale dzika. jednak dla jej urody zdecydowałam dedykować jej bajkę. tyle mogłam podarować od siebie. 
jeśli ktokolwiek z Czytelników zechce wesprzeć Magdę i Tomka w ich działalności - oto przydatne linki: 
każdy grosz się liczy a ja bardzo bardzo dziękuję!!


fot:Magda Skrobosz

środa, 25 lutego 2015

zepsuta walentynka

- twój kaszel i smarkanie słychać za SiódmąGórą i za SiódmąRzeką - sarknęła Smok wsuwając się do czarodziejkowej sypialni.
- ehe ehe ehe............!! - zaniosła się kaszlem czarodziejka próbując wykrztusić jakieś słowa.
- wiem wiem. firanki zasłonki pierdółki. już się uczłowieczam - westchnęła Smok siadając na brzegu łóżka.
- zarwałabyś...... łóżko...... - wycharkała jego właścicielka sadowiąc się wśród poduch.
- już nie. co się stało?? zawsze byłaś zdrowa.
- byłam i sie zmyłam. tu złapałam grypę tam się przeziębiłam do tego to drzewko cholerrne ostatnio 
i masz..... babo placek. a właściwie leżenie plackiem bo w płuca idzie. co ja tak kulinarnie zaraz.......?? - czarodziejka obtarła cieknący nos.
- płucka na słodko-kwaśno mam ci zrobić?? - zapytała zaskoczona Smok.
- broń Boże!! nie cierpię podrobów!! jemu wątróbki możesz nasmażyć. - wskazała chrapiącego w fotelu wielkiego czarnego kota. - pilnował mnie całą noc bo mi temperatura skakała kaszel dusił i bał się że zdechnę marnie.
Smok już się podnosiła by udać do kuchni bo żal jej i Kota i czarodziejki choć wątróbki jako żywo przyrządzać nie lubiła gdy rozległo się wołanie o pomoc i czarodziejka znikła.

- ochrystepanie ileż się ciebie naszukałam - krzyknęła Smok na widok czarodziejki zatulonej w kołdrę stojącej w mroku pod zamkniętym krakowskim sklepem. 
fot:MagicznaLalkarka
- fakt. daleko mnie poniosło. ale tak działa wezwanie na pomoc. jeśli ktoś zawoła mnie imiennie - wsysa mnie natychmiast. szczęście że kołdrę złapałam.
- kto wezwał?? pusto tu. - Smok rozejrzała się dookoła.
- ona - czarodziejka wskazała ciało leżące na ziemi.
- żyje?? - pociągnęła nosem Smok.
- ledwo. i raczej wolałaby nie żyć. zabita Miłość.......
- ale..... co u Licha!!?? przecież są walentynki!! - ryknęła Smok.
- ćśśśśśś........ nie budź Licha. - czarodziejka rozejrzała się czy zza krzaka nie wyskoczy ludzik w zielonym ubranku. - właśnie. walentynki. dziwne miejsce......... to tu 4 lata temu Licho znalazło KotaZapieckowego. też w walentynki.
- dobra. ale wzywał ciebie - tak?? więc czy to nie ciebie powinno zassać wtedy tak jak teraz?? - dopytywała Smok.
- owszem. ale Licho kocha koty i mnie wyprzedziło. MUSIAŁO być pierwsze. żeby TEN kot na pewno trafił do mnie. - uśmiechnęła się czarodziejka na to wspomnienie. - teraz pytanie co my tu mamy..... luty. śnieg. mróz. a ona w koszulinie tylko. nieźle pieprzło........
- cud że żyje - stwierdziła Smok.
- woli nie żyć. praktycznie już nie żyje "bo co to za życie".
- czytasz w jej myślach?? - zapytała Smok.
- tak. i w tym co tu widzę. - czarodziejka przegarniała kolorowe okruchy wśród żwiru na ścieżce. - Serce pęknięte na tysiące kawałków. Dusza pokruszona może na więcej.
- bardzo go kochała?? - Smok różowymi pazurami zgrabnie wygrzebywała tęczowo lśniące kawałki Duszy spośród szarych żwirków.
- nadal kocha. on ją też. dlatego przeżyła. przeogromna jest siła miłości. - czarodziejka grzebała myślami wśród swoich pudełek. - jest!! - przywołała srebrne puzderko w kształcie serca. - ratujmy co się da.
i obie wraz ze Smok skrzętnie zbierały okruchy.
Smok - tęczowe Duszy.
czarodziejka - czerwone Serca.
ciało w koszulce w koty oddychało słabiutko okryte kołdrą czarodziejki. "taka sama jak moja....." pomyślała czarodziejka patrząc na ubłoconą nieświeżą koszulkę dziewczyny. jej własna była czyściutka i pachnąca. KotZapieckowy ją uprał wysuszył i dał rano do założenia po tej okropnej nocy. "Zapieckowy kocha mnie i moje koszulki" myślała tkliwie a czerwone drobinki same wpadały jej w palce. składała wszystkie do srebrnego puzderka.
- zebrałam wszystkie odłamki Duszy - oznajmiła Smok potrząsając słoiczkiem.
- tez jestem gotowa - czarodziejka zatrzasnęła wieczko. - bierzemy do leczenia.
- a........... ciało??
- też. ale ona tak nie chce żyć. bez Serca. bez Duszy. bez swojej Miłości.
- co robić?? jaka rada?? - pytała Smok - zanim zdołasz poskładać te tysiące puzzli z powrotem w Serce i Duszę chyba z tysiąc lat minie. żaden człowiek tyle nie przeżyje.
- oH...... dam radę w zaledwie 200 lat. - wzruszyła ramionami czarodziejka. - zatrzymamy jej oddech. niech stanie się lalką. ja będę składała Serce i Duszę. ciało naprawi MagicznaLalkarka. jest doskonała w przywracaniu urody i życia.

- gdzieś ty była!!?? - wysoki mężczyzna chwycił czarodziejkę w objęcia ledwo pojawiła się w domku na szczycie szklanej góry. - przemarznięta!! chora!! do łóżka!! natychmiast!!
- .........wezwanie..........było...............Kocie.......... - próbowała wyjaśnić czarodziejka.
- wiem wiem..... cicho. już. wiem. praca. obowiązki..... odchorujesz to teraz. - wziął ją na ręce i zaniósł do łóżka. jak ona kiedyś nosiła jego gdy był tylko rozbitym przygarniętym kotem.
jego Serce i Duszę też poskładała.
mógłby już odejść.
żyć sam dla siebie.
był już zdrów.
ale...........
przecież ją kocha. i tylko dla niej i przy niej jest i mężczyzną i Kotem..........

niedziela, 15 lutego 2015

pasmo uroczych nieszczęść


- a co tu się dzieje?? - zawołała przerażona Smok wchodząc do domku czarodziejki. 
ogień w kominku wygaszony. zimno. zapłakana czarodziejka zwinięta w kłębek na kanapie. 
w kącie pokoju Smok dostrzegła rachityczne poczerniałe uschnięte drzewko. a pod drzewkiem szalał wściekle prychający KotZapieckowy.


- wątpliwa ozdoba. - rzekła Smok wylakierowanym na czerwono pazurem wskazując drzewko. - skąd to wytrzasnęłaś??
- dostosuj się - stęknęła z kanapy czarodziejka.
- ale że co?? że to ci się podoba??!! - zdziwiła się Smok.
- nie. wcale. gabarytowo się dostosuj. strącasz firanki. 
- oH. przepraszam cię.... - zmitygowała się Smok przybierając ludzką postać. też dorodną.
- siedź spokojnie i uważaj na Kota. - uprzedziła czarodziejka.
- a co?? kawy też nie ma??!!
- kawy już od dawna nie ma. kawy. tańców. czułości. nic. - po twarzy czarodziejki popłynęły łzy. 
- jak to NIE MA?? bo co się stało?? - zadziwiła się Smok.
- drzewko. to szkodnik jakiś chyba jest.... 
- a skąd to masz?? nieudany eksperyment choinkowy??
- a to to wredna kuzynka moja jest..... była..... jest. - westchnęła czarodziejka ze strachem zerkając na KotaZapieckowego szarpiącego papierowe wstążki na drzewku.
- kuzynka?? - nie dowierzała Smok.
- yhy..... najbliższa. traktowana jak siostra. przyjaciółka. powierniczka. niestety swoje moce zaczęła wykorzystywać źle. bardzo źle. stała się specjalistką od niszczenia związków. ale nie na zamówienie. zapomniała że istnieje wolna wola i wbrew niej nie wolno działać magią. uzurpowała sobie prawo wiedzieć lepiej kto z kim nie powinien być. niszczy wszelkimi środkami i za wszelką cenę - czarodziejka przez chwilę przyglądała się tlącej końcówce cienkiego miętowego papierosa - zniszczyła swoje małżeństwo. rozwiodła dwóch kochanków. jakby wynajdywała specjalnie żonatych mężczyzn by ich rozdzielić z żonami. skłócić z rodzinami. ostatnio wzięła się za buntowanie przeciwko mężowi własnej siostry. i wrąbała się w nasz związek z Zapieckowym. - czarodziejka zgasiła papierosa w pełnej niedopałków popielniczce i cofnęła dłoń zanim dosięgła jej czarna kocia łapa z wyciągniętymi pazurami.
- ale..... przecież.... to KOT!! - zdziwiła się Smok.
- no tak. ale nasz związek był taki jakich ta czarownica nie lubi. szczęśliwy. stabilny. spokojny. próbowała nas rozdzielić. więc się nieco odwinęłam i..... zamieniła się w drzewko. uschłe. stoi sobie tu i straszy a ja nie bardzo wiem co z tym fantem zrobić. to drzewko.... chyba szkodzi. jadowite jakby. Zapieckowy je drapał jak zwykły drapak. potem oszalał...... nie tylko przestał palić w kominku i robić kawę..... o przytuleniu i wspólnym spaniu nie wspominając..... nie tylko ucieka na całe dnie
i noce z domu...... - zawiesiła głos czarodziejka sięgając po kolejnego papierosa.


- to jego sprawka?? - Smok przyglądała się głębokim śladom pazurów na szyi czarodziejki i jej pogryzionym ramionom. 
- tak.... stał się obcy i wrogi. ucieka ode mnie. nie pozwala się nawet dotknąć. aż rzucił się na mnie z pazurami i zębami...... znikło wszystko co nas łączyło...... - rozpłakała się czarodziejka gorzko.

fot.eMcE

Smok podeszła do drzewka i pociągnęła nosem.
- śmierdzi czarną magią na odległość. nic dziwnego że Kot oszalał. małpa cholerrna rzuciła na was urok. nie możesz tego tu trzymać. zniszczy was bezpowrotnie. a to już byłaby niepowetowana strata. - Smok podrapała srebrnym nożykiem korę drzewka. wypłynął sok czarny i lepki jak smoła. równie śmierdzący.
- uuuuu..... same nie damy rady - zaopiniowała Smok. przez elegancki smartfonik zadzwoniła do koleżanki. - DobraMoc przybędzie wieczorem. do tego czasu opanuj Zapieckowego. Duszy mu nie tknęła trucizna. ani jego najgłębszych uczuć do ciebie.
czarodziejka wystraszoną kocią Duszę zamknęła w swej sypialni. tam Kot zawsze czuł się bezpiecznie i spokojnie.
a całą kocią Miłość upakowała w maskotkę. małego zadziornego czarnego kotka. który kiedyś prawą stopą wdepnął w kupę. a w pupie ma 37 kulek. żeby mógł siedzieć. i w ogóle wygląda jak nietoperz. Kocurrek. ciało Zapieckowego legło pod drzewkiem. pozbawione Miłości i Duszy oddychało tylko powoli. czarodziejka okryła je kocem. odważyła się delikatnie głasnąć lśniącą aksamitną czarną sierść. jakże kochała ten dotyk.......
DobraMoc przybyła zgodnie z zapowiedzią ledwie zapadł zmierzch. osłabiła urok na tyle by trucizna przestała tętnić w drzewku. wówczas czarodziejka i Smok porąbały je na drobne kawałki i wszystkie wepchały do kominka. Smok jednym fuknięciem roznieciła ogień. czerwone i niebieskie płomienie szybko ogarnęły szczapy i je spopieliły. 
DobraMoc wygarnęła ostrożnie wszystek popiół i wracając do domu wyrzuciła nad PrzepaściąBezkresną. przepadły tam na zawsze. stamtąd nie ma powrotu.
KotZapieckowy ocknął się z letargu podszedł do kanapy i siadł przed czarodziejką. jego twarz przybrała znowu spokojny wyraz. wyciągnął łapę i palcem delikatnie dotknął ran czarodziejki które sam zadał w amoku. kocia Dusza wróciła z swej bezpiecznej kryjówki i wniknęła we właściciela. przytuptał Kocurrek i oddał kociemu sercu schowaną w sobie Miłość. 
KotZapieckowy zwinął się w kłębek. łeb złożył na stopach czarodziejki i zasnął.
i nawet jej łzy kapiące na kocie uszy i długi nos mu nie przeszkadzały.
bo to były łzy szczęścia. ulgi. nareszcie.
- kocham cię DługiNosie - wyszeptała czarodziejka kładąc palec wskazujący na kocim nosie.....

niedziela, 16 marca 2014

zapach chleba



- mmmmmmmmmm............ co tak cudownie pachnie u ciebie?? - zapytała wielka Smok sadzając z gracją swe szmaragdowo-szafirowe ciało na kanapie. pięknie się zresztą komponowała 
z aksamitnym obiciem. 
- bieda - odparła czarodziejka.
- CO??!! chcesz mi powiedzieć że BIEDA tak pięknie apetycznie pachnie?? - ryknęła Smok niechcący puszczając kilka iskier. 
- no tak. chleb pieczony w domu jest tańszy. czy możesz przyjąć ludzką postać?? nieco się..... nie mieścisz. - poprosiła czarodziejka uprzejmie swą koleżankę.
- istotnie. troszkę mi skrzydła drętwieją - powiedziała wysoka blondynka czyli ludzka postać pani Smok. - to co z tym chlebem 
i biedą?? żartujesz sobie?? pieczesz bo tak jest zdrowo i chcesz być eko??
- no nie. jakoś dawno zleceń żadnych nie miałam. to i pieniądze się skończyły. oszczędzam na czym się da. wydaję tylko na to co najkonieczniejsze. 
- to jak zarabiasz na to co najkonieczniejsze?? 
- koralikami i chlebem. - czarodziejka pokazała robótkę trzymaną w ręku. był to misternie pleciony sznur 
z drobniutkich koralików. 
- jakie to śliczne!! - zachwyciła się Smok - zrobisz mi też?? 
- wiedziałam!! każda tak ma - zobaczy i chce. to chyba zaraźliwe - roześmiała się czarodziejka. - zrobię ci. tylko powiedz jaki czar mam wpleść. bo one magiczne są. te moje koraliki.
- no jak miałyby nie być magiczne?? nie dość że czarodziejka je robi to jeszcze tyle serca w nie wkładasz!! ja chcę..... e tam. sama wiesz najlepiej co mi wczarować. - stwierdziła Smok. 
- a gdzie Zapieckowy?? - zainteresowała się dla odmiany. - chyba nie ma mi za złe tego kichnięcia ostatnio?? to było naprawdę niechcący!! i tylko lekko osmoliłam mu ogon.....
- nie. wybaczył ci już dawno. ale teraz pracuje. łapie myszy w sąsiednich zamkach. szczury z królestw wyprowadza. albo sąsiadom drwa rąbie. choć zima się kończy więc i ten zarobek zniknie..... - odpowiedziała zmartwiona czarodziejka.
Smok przyjrzała jej się wnikliwie. niebieskie oko kobiety lustrowało czarodziejkę po wierzchu a smocze zielono-bursztynowe zajrzało jej w duszę. zauważyła że czarodziejka wygląda jakby starzej. nie starzej a wręcz staro. poszarzała cera wychudzona buzia zaostrzone rysy. dostrzegła w duszy przeogromny smutek żal zmęczenie i strach. niepewność jutra a raczej smutną pewność że jutro wcale nie będzie lepsze. 
- czego ci brakuje?? jaki czar mam dla ciebie spleść?? - zapytała Smok.
- chcę mieć zawsze tyle pieniędzy by móc kupić zawsze to co mi potrzebne. nie ważne czy potrzebować będę chleb czy dom czy wakacje na bahamach. nie muszą spadać z nieba. bylem je bez problemu zarobiła. no i żeby Kot miał lepsze zajęcie niż to łapanie myszy.... rąbać drwa może. mięśnie sobie wyrabia - uśmiechnęła się czarodziejka. - chcę móc nie martwić się o przyszłość. 
- ale te cuda z koralików nadal będziesz robić?? - upewniła się Smok.
- tak. i chleb też będę piekła. domową czekoladę też zrobię. - obiecała czarodziejka. 

a trzaśnięcie drzwi wejściowych ogłosiło powrót KotaZapieckowego do domu. podśpiewując poskakał do kuchni robić kawę. "cześćSmok" rzucił po drodze. 


sobota, 24 sierpnia 2013

serdeczna ochrona

wyszła czarodziejka z domku na szklanej górze. nie. nie po zioła do sporządzania proszków magicznych. po proszki od bólu głowy co to jej się skończyły.
został KotZapieckowy w domku sam. z muzyką którą czarodziejka zostawiła. tą co grała gdy rozmyślała o Homolupusie. od kilku nocy słychać było znowu jego wycie. kot jeżył się i fukał na te upiorne odgłosy.
"nie bój się" - uspokajała kota - "on płacze. ma złamane serce".
myślała jak to serce uleczyć Homolupusowe.  i tańczyła. z Kotem gdy dał się zwlec z kanapy. i śpiewała.

Mogę myśleć o młodszych dniach kiedy życie dla samego życia
Było wszystkim co mężczyzna chciał robić.
Mogłem nigdy nie zobaczyć jutra, ale nigdy nie powiedziano mi o smutku.

I jak możesz naprawić złamane serce?
Jak możesz zatrzymać padający deszcz?
Jak możesz zatrzymać światło słońca?
Co sprawia że świat się kręci?
Jak możesz naprawić tego złamanego mężczyznę?
Jak przegrany może kiedykolwiek wygrać?
Proszę pomóż mi naprawić moje złamane serce i pozwól mi żyć ponownie.

Wciąż mogę czuć powiew szumiący wśród drzew.
I mgliste wspomnienia przeszłych dni
Mogliśmy nigdy nie widzieć jutra, nikt słowem nie wspomniał o smutku.

Jak możesz naprawić złamane serce?
Jak możesz zatrzymać padający deszcz?
Jak możesz zatrzymać światło słońca?
Co sprawia, że świat się kręci?
Jak możesz naprawić tego złamanego mężczyznę?
Jak przegrany może kiedykolwiek wygrać?
Proszę pomóż mi naprawić moje złamane serce i pozwól mi żyć ponownie.

powędrował Kot po drewnianych schodkach do sypialni czarodziejki. wziął w łapy złote pudełeczko w kształcie serca. przytknął do ucha i zaczął sobie przypominać.......
jak pojawił się w tym domu przyniesiony przez Licho. jak leczyła go czarodziejka serdecznie i czule. otoczyła troską i ciepłem. dała to czego nigdy dotąd nie dostał. pokochała bo tylko miłością mogła go wyleczyć. choć wiedziała że gdyby KotZapieckowy uleczony - odszedł nie odwzajemniając jej uczucia - serce pękłoby i nie dało już nigdy więcej naprawić. nawet najmocniejszym cementem. nawet żelazobetonem. stalą i szkłem. ani jadem najjadowitszej kobry. a że było już mocno uszkodzone - schowała swoje serce w złote pudełeczko.
serce w pudełeczku biło równo mocno i spokojnie.
- chyba możesz je włożyć z powrotem. nie skrzywdzę go. nie dam mu pęknąć. - wielki czarny kocurr mówił do czarodziejkowego serca.
- więc mi je daj. - powiedziała dziewczyna która od dłuższej chwili stała w drzwiach sypialni i patrzyła na kota tulącego złote puzderko.
Zapieckowy otworzył pudełeczko. w środku leżało serce. ładne. zdrowe. pukało równomiernie. nie było na nim nawet śladu po dawnych urazach. po sklejaniu klejami epoksydowymi i cementem. śliczne różowe serduszko wzięła w dłonie czarodziejka i wsunęła na miejsce. pod dekoltem bluzki w serduszka.
- będę je chronił póki życia mi wystarczy. a potem już i przez wieczność całą. - powiedział KotZapieckowy.
i w tym momencie czarodziejka zamieniła się w kota.








1. oto co grało w domku czarodziejki:
https://www.youtube.com/watch?v=_xlslg6U9r0&list=FLFUdcOn4vivhXZ6mgd5FgRQ

2. w roli czarodziejki wystąpił kot rasy Korat a zdjęcie zaczerpnięte zostało ze strony magazynu "kocie sprawy". zresztą - to jedno z ulubionych czasopism Licha i czarodziejki ;)
http://www.kociesprawy.pl/magazyn/czytelnia_artykuly_w_kocich_sprawach/rasy/koraty_o_oczach_jak_szmaragdy/

3. tłumaczenie tekstu piosenki "how can you mend a broken heart" pochodzi z tekstowa. i nawet nie wprowadzałam poprawek ;)
http://www.tekstowo.pl/piosenka,al_green,how_can_you_mend_a_broken_heart.html

sobota, 16 marca 2013

i przyszła Szklana Dziewczyna na szklaną górę

- Weź szklankę

- Wziąłem i.. co ??

- Upuść ją..

- Rozbiła się, co dalej?

- Teraz ją przeproś i zobacz, czy się znowu pozbiera...

- nie wiem czyje to słowa ale doskonale do mnie pasują.... - westchnęła Szklana Dziewczyna stając 
w drzwiach domu czarodziejki. - poratuj bo niebawem się rozpadnę. masz jakieś zaklęcia albo proszki magiczne??
- mam klej do szkła. - odpowiedziała czarodziejka delikatnie palcami sprawdzając pęknięcia na szklanym ciele Szklanej Dziewczyny. - magia nie zawsze się sprawdza.
- w przypadku szklanki nawaliła - jęknęła Szklana Dziewczyna.
- znowu ktoś cię skrzywdził?? potłukł.... mężczyzna?? nie zauważył że jesteś ze szkła?? delikatna. łatwo zniszczyć. - pytała czarodziejka nasuwając okulary na czubek głowy. przyglądała się jak w Szklanej Dziewczynie kłębi się szary dymek. jej zbolała dusza.
- pewnie nie. może nie chciało mu się do środka zaglądać. a jednocześnie to szkło jest przecież tak ludzkie. 
Szklana Dziewczyna usiadła na ławeczce przed domem czarodziejki. w świetle słońca lepiej widać było pęknięcia. klej przybył wezwany pstryknięciem. troszkę magii jednak się przydaje ;)
-
to jeszcze uświadom choćby część ludzkości że nasze dusze i serca są ze szkła. choć niektórzy w tych miejscach mają zaświatową pustkę a zamiast mózgów kaczy puch. albo zgoła sieczkę. - ludzkość woli tego nie dostrzegać... musiałaby być wtedy ostrożniejsza... troskliwsza...delikatniejsza... 
w dzisiejszych zabieganych... nieczułych czasach to aż nie przystoi...
- przystoi przystoi.... wystarczy pomyśleć czy chce się tego samego dla siebie. inna sprawa że nie każdego stać na refleksję zanim wypuści tę szklankę. ludzkość zasadniczo ma w doopie. skopmy doopę ludzkości 
i zacznijmy być człowiekiem!! - zdenerwowała się czarodziejka smarując klejem wyjątkowo paskudne pęknięcie.
istnieje jakaś alchemia dzięki której szklanka w kubek ze stali się zamieni...?? czytałam...to się po ludzku zobojętnienie nazywa... ale ... wolę się jeszcze kilka razy potłuc raczej... - pytała Szklana.
- nie zamieniać szklanki w kubek..... lepiej jest świadomie ubrać szklankę w osłonkę i wpuszczać do szklanki tylko to co w kubek nie będzie waliło nachalnie a do szklanki trafić potrafi. 
- aha... czyli "spisać protokół rozbieżności i pożegnać się grzecznie" jak mi to pewna mądra osoba napisała... niech odstawi grzecznie szklankę tam skąd ją podniósł...(i sięgnie po stalowy kubek) po co od razu tłuc nią 
o ziemię... - uśmiechnęła się Szklana Dziewczyna do "mądrej osoby" ścierającej właśnie klej z ulubionych dżinsów.
- ta "mądra osoba" swoją szklankę sklejała pracowicie. cementem. niedługo nie miałaby szklanki ani choćby kubka metalowego a kamień. zaczęła wyjmować z obcych rąk szklankę gdy czuła że ta się unosi by za chwilę trzasnąć o ziemię. i uciekała. aż Anioł podarował jej dłonie troskliwe. delikatne. właściwe dla jej szklanki. ciągle uczą się jak się dotykać i używać swoich szklanek by ich nie potłuc. a Anioł czuwa.

naprawiłam cię. wzmocniłam. bardzo specjalnym klejem. cokolwiek by się działo - poradzisz sobie. nie pękniesz tak łatwo. no i mam coś dla ciebie Szklana Dziewczyno: metalowy kubeczek. malowany w wesołe kwiatki. w nim idź w świat między ludzi którzy czasem nie uważają. nie patrzą. tłuką niechcący lub zamierzenie. nic ci nie będzie. żadne ludzkie zło nie będzie miało do ciebie dostępu. jesteś mądra i silna. 
o wiele silniejsza niż sama myślisz. wiesz że to zło odbija się od twojego szkła. bo ono jest mocne. 
aż przyjdzie ktoś kto dostrzeże że to nie jest zwykłe szkło a najprawdziwszy cenny lśniący kryształ -szeptała zaklęcia czarodziejka.
a w Szklanej Dziewczynie dusza mieniła się perłowo i tęczowo.
http://www.facebook.com/pages/JGromek-Photography/228009253896783


sobota, 9 marca 2013

i zakwitła róża wśród śniegu dla Kobiety

dzień kobiet?? bzdura - pomyślał KotZapieckowy parząc kawę dla czarodziejki.
- przecież codziennie robię jej kawę i podaję do łóżka. i wymrukuję najczulsze kocie słowa. i ogrzewam futrem. i masuję stopy gdy zmęczone. - gadał do siebie zerkając przez okno czy śnieg już choć trochę stopniał w ogródku. niestety ogródek pozostawał zasypany. za to wśród śniegu dostrzegł Kot różę. najprawdziwszą. żywą. świeżo rozkwitłą. tak się zadziwił że aż wyszedł do ogrodu. podszedł do kwiatu. obwąchał nieufnie.
- jestem prawdziwa. - szepnęła róża. - zerwij mnie.
- czarodziejka nie pozwala zrywać was w swoim ogrodzie. mówi że was to boli i woli gdy żyjecie sobie swoim życiem. a nie w wazonie. - żachnął się Zapieckowy.
- zerwij mnie. to nie zaboli. dziś nie. zabierz mnie do domu. tu umrę z zimna i śnieg mnie zasypie. zakwitłam dla niej specjalnie. jest kobietą. - tłumaczyła róża.
- jest..... jesteście siebie warte obie. - i Kot delikatnie zerwał kwiat.
zaniósł do domu. wstawił do wazonu. postawił na stoliku nocnym czarodziejki. razem z kawą.
róża szeptała cichutko kobiece sekrety w ucho śpiącej czarodziejki. mieszała swój zapach z aromatem kawy.
a Kot pisał wiersz.




fot&text by eMcE




piątek, 22 lutego 2013

kocyk "MiaMarie"

- na tym kocyku się nie kładź Kocie - zapowiedziała czarodziejka układając troskliwie kolorową szmatkę na kanapie - jest dla dziecka.
- wiem wiem. opowiadałaś jak tylko zaczęłaś robić. - mówił Zapieckowy zawijając się w swój stary kocyk. ten pierwszy który zrobiła dla niego czarodziejka pierwszego dnia gdy się pojawił. szybko go zrobiła z grubej kosmatej włóczki. jej nazwy nie sposób wymówić głośno. można tylko szeptem. brzmi tak miękko i ciepło jak imię kobiety... szenila.... - mrru. milutko.... cieplutko.... mrru.... - mruczał kocyk. kot w kocyku. po chwili z tego kocio-kocykowego kłębuszka dobiegło miarowe pochrapywanie. 
czarodziejka uśmiechając się do swoich myśli starannie składała kocyk. wszyscy tak długo czekali na dziewczynkę dla której go zrobiła. jej Mama straciła już wiarę że Maleńka pojawi się kiedykolwiek na świecie. była już stara. długo się nie udawało. mogło więc nie udać się nigdy. pozostała jej tylko nadzieja i miłość. i udało się. Dziewczynka postanowiła przyjść wreszcie wiosną do swojej stęsknionej Mamy. do Taty też. bo i Tata uważał że Mama i Tata powinni mieć Córeczkę. i psa. pies już przecież był. i też czekał.
Dziewczynka musiała jeszcze tylko urosnąć. więc rosła. i rosła. i rosła. a wraz z nią brzuszek jej Mamy.
Mama często odwiedzała czarodziejkę - sama zajmowała się magią i miały sporo wspólnych spraw i sprawek. tylko coraz trudniej było czarodziejce objąć Mamę. jej brzuszek był duży. większy. ogromny. jak kula. dlatego czarodziejka nazywała Mamę "kuleczka".
aż w końcu jesienią Dziewczynka pojawiła się na świecie. maleńka i drobna. cichutka i spokojna. ucieszyła tych którzy na nią czekali.
skrzypnięcie drzwi wyrwało czarodziejkę z zamyślenia. do domku weszła Mama z Córeczką w nosidełku.
czarodziejka okryła dziecko kocykiem.
- to dla ciebie maluszku. niech cię grzeje otula i cieszy - powiedziała wzruszona.
- a za 250 lat będę jej opowiadać że ten kocyk dostała od cioci czarodziejki która nazywała mnie "kuleczka" - mówiła Mama - pozwól że ci przedstawię czarodziejko: oto moja Córeczka - Mia Marie.
i popłakały się obie.
kobiety tak mają.

kocyk MiaMarie